Niewiele warsztatów buduje dziś wzmacniacze powoli. W cichym budynku na obrzeżach miasta mala ekipa robi dokładnie to, jeden chassis na raz, a efekty zwróciły uwagę koncertujących gitarzystów z całego kontynentu.
Praca zaczyna się zanim pojawi się elektronika. Obudowy cięte są ręcznie, połączenia dopasowywane wyczuciem, a drewno dobierane jest pod katem rezonansu, nie tylko wyglądu. Zespół traktuje każdy wzmacniacz jak osobny instrument, strojony i wokalizowany ze słuchu.
"To, co wyróżnia te konstrukcje, to obsesja na punkcie szczegółów. Drewno, okablowanie, sposób w jaki każdy wzmacniacz schodzi ze stołu, wszystko jest osobiste."W pokoju odsłuchowym, gdzie każdy wzmacniacz dostaje akceptacje.
Muzycy mówią, że różnice słychać od razu. Średni zakres się otwiera, góra pozostaje gładka, a reakcja czuje się żywa pod palcami. Takiego feelingu nie da się ani wyprodukować maszynowo, ani podrobić.
Te konstrukcje wyróżniają się powtarzalnością. Każdy wzmacniacz opuszczający warsztat jest podpisywany przez założyciela, ogrywany przez minimum godzinę i przepuszczany przez baterie pomiarów. Nic nie idzie w świat bez tego.